ELEOS POLSKA

wszelkie prawa zastrzeżone

… na jedną rodzinę. Miło jest patrzeć na ukochaną żonę, na dorastające dzieci. Ich uśmiech raduje nas, daje wytchnienie, nadaje sens naszemu życiu. Niestety w życiu chmury często przesłaniają słońce i z chmur ludzkich oczu płyną łzy. Tak było w życiu Tetiany i Artura Mykhailov. Zapewne wielu pomyślało już o wojnie na Ukrainie. Choć i ona ich doświadczyła, ich nieszczęście rozpoczęło się nieco wcześniej. Oto jak sami o tym piszą:

„Jesteśmy trzyosobową, prawosławną rodziną z Ukrainy. Pochodzimy z małej miejscowości Browary w powiecie kijowskim. Tam zostaliśmy ochrzczeni, przyjęliśmy Sakrament Małżeństwa, tam też w 2018 r. przyszła na świat nasza ukochana córeczka Marianna.

Nic nie zapowiadało nadchodzącego nieszczęścia. Lekarze ocenili, że jest całkowicie zdrowa. My też niczego nie podejrzewaliśmy. Córka dobrze się rozwijała. Ale do czasu. Około roku stwierdziliśmy, że jej rozwój nie jest tak dynamiczny jak u innych dzieci. Nie chodzi. Nie próbuje wstawać. Rozpoczęliśmy badania. Lekarze stwierdzili, że dziecko ma osłabione mięśnie i zalecili rehabilitację. Rzeczywiście dała ona rezultaty, ale nie takie jak u innych dzieci. Mijały miesiące a Marianka nadal nie chodziła.

Kolejne badania i straszna diagnoza SMA typu 2 (rdzeniowy zanik mięśni). Co to takiego? Jak i gdzie się leczy? Jak to nigdy nie będzie chodzić, a później przestanie jeść i oddychać!!! Nie! Nie godzimy się na to. Będziemy walczyć. Powiedzcie nam tylko: jak?

Pytania na które uzyskiwaliśmy tylko jedną odpowiedź. Spiszcie Mariankę na straty i myślcie o kolejnym dziecku.

Jak można tak powiedzieć matce, ojcu? Przekreślić własne dziecko. Zostawić na powolną śmierć. Nawet żołnierzy nie porzuca się w okopach podczas wojny. Nie potrafiliśmy i nie chcieliśmy. Dzisiaj już wiemy, że z tą decyzją wypowiedzieliśmy wojnę obojętności całego świata.

Początkowo nawet nie wiedzieliśmy czym jest ta choroba. Szukaliśmy leków, szczepionki. Lekarze jednak ciągle powtarzali: na SMA nie ma lekarstwa, wasza córka umrze. Internet. Może paramedycyna. Może zioła. Nadal szukaliśmy.

Znaleźliśmy Boga i ludzi. Boga w świątyni, w modlitwie. Ludzi z podobnymi doświadczeniami w Internecie. To oni poradzili – na Ukrainie nie macie szans, jedźcie do Polski. Pojechaliśmy z jedną torbą. Rzeczywiście spotkaliśmy się tu ze zrozumieniem. Marianka otrzymała spinrazę – lek powstrzymujący rozwój choroby. To dało nam czas na zebranie…

8 milionów. Niewyobrażalne. Jednak dla dziecka decydujesz się na takie szaleństwo. Sprzedaliśmy co mogliśmy. Uderzyliśmy do ludzi otwartych serc, do mediów…. Otrzymaliśmy odpowiedź. Córka ma prywatną rehabilitację, chodzi na basen, ćwiczy. Ja - matka, opiekuję się nią. Mąż początkowo pracował w zakładach naprawy taboru kolejowego. Potem w Polsce na budowie. Tuż przed wojną zrobił uprawnienia na kierowcę TIRów. Ufaliśmy, że ta praca pozwoli nam więcej zarobić i inwestować w leczenie córki.

Nadzieja. Jakże często bywa ulotną. Kolejny cios.

Wykryto u mnie nowotwór tarczycy. Czeka mnie chemioterapia. Oznacza to, że mąż będzie musiał porzucić pracę i zająć się tak córką jak i mną. Nie mamy wyjścia. Będziemy dalej walczyć. Teraz jednak potrzebujemy dodatkowej pomocy. Nie padamy na duchu. Nie po to Bóg skierował nas do Polski, nie po to pozwolił nam znaleźć tu wsparcie i życzliwość, żeby się teraz od nas odwrócić. Nie On. On mówi do nas. Daje nam swoje dzieci - dobrych ludzi tu w Polsce. Za każdego z Nich Mu dziękujemy, za każdy dzień, w którym Marianka jest z nami. Musimy wytrwać. Będziemy walczyć.

SMA córki i mój nowotwór to wróg, który wypowiedział nam wojnę. Siła złego dwóch na jednego… na jedną rodzinę. Jest silny. Ale nie tak jak Bóg. Pan włada czasem i ludzkimi sercami. Jeśli zechce przemówić do serc to i czasu na zebranie pieniędzy na lek nam starczy. W jedności siła. Dzisiaj mamy zaledwie milion. Jutro musimy ich mieć osiem. Mieszka wokół nas kilkadziesiąt milionów Polaków i kilka milionów Ukraińców. Morze bożych dzieci, dobrych ludzi. Kto oprze się tej potędze.

Jeśli każdy rzuci złotówkę to pomożemy Mariance i jeszcze kilku innym dzieciom. Jeżeli rzucimy po 10 złotych, to za rok będziemy mieć 10 milionów. Jeśli 100 to już za miesiąc będziemy mogli zamówić lek. Te liczby rodzą się jednak w ludzkich sercach. To do nich pukamy.

PUK, puk… tu Marianka. Otwórzcie”.

 

Dzisiaj trwa wojna. Trudno jest nam, prostym ludziom, zakończyć ją. Uratować tysiące ludzkich istnień na linii frontu. Ale tu też trwa wojna. Dwukrotnie przeważające siły SMA i nowotworu najechały rodzinę Mykhailov. Możemy stanąć z boku i patrzeć jak mężnie walczą i … giną. Możemy pójść na front i zostać ich wolontariuszami. Możemy też wysłać im broń – nasze modlitwy i ofiary.

Należy je kierować na adres

Prawosławny Metropolitalny Ośrodek Miłosierdzia ELEOS

Al. Solidarności 52, 03-402 Warszawa

PKO BP 37 1020 1042 0000 8602 0120 5236

Obowiązkowo z dopiskiem: MARIANNA

 

Możemy. A może właściwie powinniśmy. Siła to dwóch – ja i ty – na jednego, na chorobę, nawet tak silną jak SMA czy nowotwór. Zwycięstwo zależy od naszej odpowiedzi.

 

 

Siła złego, dwóch na jednego

02 kwietnia 2022

+48 517 346 585

Al. Solidarności 52, 03-402 Warszawa

kontakt@eleospolska.pl

ELEOS

Nr Konta (PLN) : PKO BP PL 37 1020 1042 0000 8602 0120 5236
Nr Konta (USD): PKO BP PL 56 1020 1042 0000 8502 0494 2159
BIC SWIFT: BPKOPLPW